— Stary, a jak tak właściwie ty i Baek się spiknęliście, co? — Usłyszałem donośny głos Jongina za swoimi plecami i odwróciłem się gwałtownie, niemalże uderzając w swojego, o zgrozo, przyjaciela.
Szatyn zaśmiał się głośno z mojej niezdarności i ruszył w kierunku salonu, uprzednio klepiąc mnie po plecach. Co z tego, że znajdowaliśmy się w MOIM (i Baekhyuna, ale to nieistotny fakt) mieszkaniu, skoro ta zaraza czuła się tutaj, jak u siebie w domu i czasami wydawało mi się, że lada chwila będę miał pod swoim dachem jego wraz z Kyungsoo, którego by przecież nie zostawił samego. Gdyby nie on, to ta chodząca burza hormonów już dawno umarłaby z głodu i napięcia seksualnego.
— Musisz mnie tak straszyć, kretynie? — warknąłem na niego, chcąc udawać zezłoszczonego, ale oczywiście na mojej twarzy widniał szeroki uśmiech. Nie miałem ochoty się nie niego gniewać, skoro właśnie przywołał do mnie tak przyjemne wspomnienia. — Po co ci to wiedzieć, hm? Tylko ci powiem i zaraz przynajmniej pół miasta się dowie. — Brutalna, ale szczera prawda. To nie tak, że Kai nie potrafił dotrzymać tajemnicy, bo z każdym problemem chodziłem właśnie do niego, ale miałem po prostu przeczucie, że tą informacją podzieliłby się z każdą osobą, którą by spotkał. Ech, jest po prostu paplą, okej?
— Jestem ciekawy, nigdy o tym nie mówicie — stwierdził, patrząc się na mnie uważnie. — Nawet Kyungsoo nie udało się tego wyciągnąć od twojej divy, a myślałem, że mówią sobie o wszystkim.
Usiadłem obok niego na sofie i westchnąłem ciężko. W sumie nie wiem, dlaczego przez te wszystkie lata ja i mój chłopak (za niedługo narzeczony!) trzymaliśmy całą tę historię w tajemnicy, skoro nie była jakoś super romantyczna, ani nawet wstydliwa, żeby wszystko zataić. Oczywiście dla nas był to jeden z najważniejszych dni w naszym życiu, ale dla innych ludzi z pewnością wydawałoby się to po prostu banalne. Jednak przyjaciele to przyjaciele i, po tak długim czasie, raczej należy im się to, by wiedzieli, jak się poznaliśmy.
— Opowiem to tylko raz i nawet nie próbuj mi przerywać, jasne? — Ten pokiwał ochoczo głową i jeszcze bardziej rozłożył się na kanapie, prawie mnie z niej spychając, czego siłą woli nawet nie skomentowałem. Nie mam do tego człowieka czasami sił.
Wziąłem głęboki oddech, przymknąłem lekko oczy i zacząłem z przejęciem opowiadać.
***
Zdenerwowany wchodziłem bez pardonu do każdej napotkanej przebieralni, nie zwracając uwagi na to, że ktoś tam może być, chociaż jak dotąd wszystkie były puste. Zapytacie dlaczego? Umówiłem się w tym miejscu z moją siostrą, po której można się było spodziewać nawet tego, że mnie po prostu olała i poszła przymierzać ubrania, których i tak nie kupi, bo jej nie stać. Wiem, wiem, jestem cudownym bratem.
Tak się zagapiłem, że nawet nie zauważyłem, jak ktoś wpatruje się we mnie przerażony, usilnie zakrywając się dopiero co ściągniętą koszulką. Otrząsnąłem się, dopiero kiedy do moich uszu dotarł wrzask i czyjeś ręce próbowały wypchnąć mnie za zasłonę. Domyślam się, że musiało to wyglądać komicznie, bo przecież byłem wyższy od tego chłopaka o ponad głowę.
— Wyłaź stąd, zboczeńcu! — warknął do mnie. — Co ty sobie wyobrażasz? Wiem, że jestem atrakcyjny i niesamowity, ale nawet cię nie znam, a ty tak bez skrępowania wchodzisz mi tutaj, kiedy ja szukam idealnych dla siebie ubrań i-
— Mały, weź oddech i przestań na chwile gadać — przerwałem mu nadal nieco oszołomiony. — Szukam mojej przeklętej siostry, wybacz, że ci przeszkodziłem, a teraz, jeśli pozwolisz, wycofam się i udamy, że nic się nie wydarzyło, jasne? — Odwróciłem się i już miałem uciekać z tamtego miejsca, przeklinając przy okazji tę okropną kobietę, z którą mam nieszczęście być spokrewniony, kiedy poczułem szarpnięcie za ramię.
Zdezorientowany spojrzałem na ubranego już nieznajomego, który uniósł jedną brew i wlepił we mnie wzrok, czekając na coś. Tylko za cholerę nie wiedziałem na co.
— Ależ ty jesteś niedomyślny! — Stracił w końcu cierpliwość i tupnął zabawnie nogą. Byłem serio ciekawy, ile ma lat, skoro się zachowuje jak kilkuletnie dziecko. Chociaż trzeba mu przyznać, że nogi miał świetne. — Naruszyłeś moją przestrzeń osobistą i, gdybym chciał, mógłbym właśnie zawołać ochronę — kontynuował. — Jednak, jako iż jestem cudowny i kochany, to pozwalam ci zabrać mnie na bubble tea w ramach rekompensaty.
Nawet nie zdążyłem się odezwać, a już byłem ciągnięty w stronę wyjścia ze sklepu, a później, nawet nie wiem kiedy, znaleźliśmy się pod stoiskiem z napojem uwielbianym przez mojego przyjaciela — Sehuna.
— Tak w ogóle, Byun Baekhyun jestem — powiedział nagle. — A ty, wielkoludzie?
Popatrzyłem na niego ze zmarszczonymi brwiami, dziwiąc się, że nie jest na mnie wściekły. W końcu nie każdy po tym, jak zobaczyłeś go półnago w sklepowej przymierzalni, zaciąga cię siłą na herbatę z żelkami.
— Park Chanyeol, mały. — Zaśmiałem się, widząc jego naburmuszoną minę. Czułem, że z tej znajomości wyniknie coś ciekawego.
***
Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, że spotkam swoją przyszłą miłość w sklepie z ubraniami, a on będzie miał na sobie jedynie spodnie — wyśmiałbym tę osobę i pewnie poszedł dalej grać z Jonginem w jakąś głupią grę na konsoli. Jeszcze bardziej niewiarygodne byłoby to, że po pół roku siedziałbym z tym drobnym chłopaczkiem w ramionach w czasie oglądania horroru i to ja musiałem zasłaniać oczy jego zadbaną dłonią. Bo oczywiście ta mała cholera nie boi się tak oczywistych i nierealnych zjawisk jak duchy i w tym czasie śmieje z mojej biednej osoby.
— Channie, to tylko film — powiedział, przestając na chilę chichotać. Uchyliłem na chwilę powieki, a on chwycił moją twarz i czule pocałował.
— Ja się wcale nie boję! — oburzyłem się i zaraz podskoczyłem, widząc jakąś straszną twarz na ekranie telewizora. Baekhyun spojrzał na mnie z uśmiechem, wziął pilot i wyłączył urządzenie. Chcąc nie chcąc westchnąłem z ulgą i przytuliłem z całej siły swojego chłopaka. — Co chciałbyś robić w naszą pierwszą rocznicę, skarbie? — zapytałem cicho, szepcząc wprost do jego ucha.
— Pamiętasz? — Spojrzał na mnie zdziwiony.
— Jutro mija rok od naszego pierwszego spotkania, jak mógłbym zapomnieć — zaśmiałem się i cmoknąłem go w czubek głowy. Nic nie powiedział, tylko wtulił się we mnie jeszcze bardziej, a ja mimowolnie zaciągnąłem się jego słodkim zapachem. Doprawdy, wciąż zastanawiam się, jak można pachnąć jednocześnie truskawkami i czymś pociągającym.
— Chcę po prostu spędzić ten dzień z tobą — wymamrotał zawstydzony, nadal chowając się w mojej klatce piersiowej. Przyjemne ciepło rozlało się w moim sercu, a ja wiedziałem, że będę kochać tę małą istotkę do końca życia.
***
— Nie, nie dam rady, nie idę tam! — krzyknąłem, zamykając szybko drzwi, ale zaraz poczułem, jak silne ramiona mojego przyjaciela odwracają mnie do siebie i potrząsają mocno.
— Chanyeol, za dokładnie dwie minuty wsiądziesz do tego jebanego samochodu, a za pół godziny wejść do restauracji i oświadczysz się Baekhyunowi, do jasnej cholery! — Sehun dosłownie wyrzucił mnie z mieszkania jego i Luhana. Grunt to mieć wsparcie!
Słabym krokiem podszedłem do mojego samochodu, ściskając w ręce swoją ukochaną gitarę. Niemal czułem, jak moja dłoń klei się od potu. Miałem ochotę, choć na chwilę zatrzymać czas i jeszcze raz dokładnie przemyśleć wszystko, co miałem w planach zrobić. Jednak chyba nie było mi to dane, bo dojazd pod najbardziej luksusową restaurację w dzielnicy minął w mgnieniu oka, a ja stałem cały zestresowany pod drzwiami.
„Weź się w garść, kretynie!” — upomniałem się w myślach i wziąłem głęboki oddech. „Nie po to rezerwowałeś cały lokal, pisałeś piosenkę i kupiłeś ten przeklęty pierścionek, żeby teraz stchórzyć”. — Z tą myślą wszedłem do budynku i zobaczyłem przyciemnione pomieszczenie i lekko oświetlony stolik na środku. Na barze czekały na mnie zamówione kilka godzin wcześniej białe róże, które mój partner uwielbiał.
— Dzień dobry, pan Park Chanyeol, jak mniemam? — Obok siebie usłyszałem dość miły głos sięgającej mi do ramienia blondynki ubranej w białą koszulę i granatową, ołówkową spódnicę.
— Tak, tak, witam. Widzę, że wszystko jest idealnie przygotowane. Płatności uregulujemy po spotkaniu, dobrze? — Dziewczyna tylko pokiwała głową i odeszła w stronę kuchni, z której z tak daleka czułem przyjemny zapach przygotowywanych potraw.
Nagle usłyszałem, jak ktoś gwałtownie wciąga powietrze, a po chwili na mojej szyi uwiesił się rozpromieniony Byun.
— Nie wierzę, że przygotowałeś to wszystko dla mnie, tak bardzo cię kocham — wyszeptał cicho, wtulony we mnie, tak, żebym tylko ja to usłyszał. Delikatnie odsunąłem go od siebie i ująłem jego twarz w swoje dłonie, patrząc mu w oczy.
— Dla ciebie zrobiłbym wszystko, skarbie. — Pocałowałem go czule, widząc, że otwiera usta, żeby coś powiedzieć. Jak zawsze smakował czekoladą, od której był prawdę mówiąc uzależniony, ale było to słodkie uzależnienie. Słodkie jak on, chociaż czasami zachowywał się jak prawdziwa księżniczka i ciężko było mu dogodzić.
— Usiądźmy — powiedziałem i odsunąłem mu krzesło przy stoliku, uprzednio składając kolejny pocałunek na jego zarumienionych policzkach.
Kiedy przed naszymi nosami pojawiła się ulubiona potrawa niższego, ten od razu zaczął jeść, a ja z uśmiechem patrzyłem na to, jak wiele szczęścia sprawia mu zwykły posiłek. Sam wziąłem się za jedzenie, dopiero kiedy jego talerz był w połowie pusty.
Po około pół godziny i dokładce deseru, który nam bardzo smakował, przeprosiłem na moment Baekhyuna i poszedłem w stronę małego schowka, by wyciągnąć gitarę. Szybko wróciłem do mojej divy i uklęknąłem przed nim, opierając instrument na kolanie. Patrząc mu w lekko zaszklone już oczy, zacząłem wygrywać pierwsze akordy, dołączając do tego napisane od serca słowa.
Z pomocą mojej starej gitary
Wyznam wszystko, czego nie mogłem powiedzieć
Wszystko to, co do tej pory przełykałem
Po prostu posłuchaj, zaśpiewam dla ciebie
Widziałem, jak po jego policzkach zaczynają spływać łzy, a on zasłaniał sobie usta ręką, wpatrując się we mnie szeroko otwartymi oczami. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, kontynuowałem.
Tak bardzo cię kocham, ale nie mówię ci tego
To niezręczne, moja duma mi na to nie powala
Zbiorę odwagę i dzisiaj ci powiem
Ale po prostu posłucha,j za mocno się nad tym nie zastanawiając, zaśpiewam dla ciebie
Wiedziałem, że lubił, kiedy śpiewałem, chociaż nie robiłem tego za często. On sam miał dużo lepszy wokal ode mnie, więc nie wiedziałem, dlaczego tak bardzo lubił mój głos, który, nie ukrywajmy, nie był zachwycający.
Codziennie jestem taki wdzięczny, że tu jesteś
Jesteś prezentem od Boga
Przedostatni wers prawie wyszeptałem i, odłożywszy wcześniej gitarę, wyciągnąłem z kieszeni marynarki małe, ozdobne pudełeczko. Byun widząc, co chcę zrobić, pisnął cichutko. Przyzwyczaiłem się, że dość często miał czysto kobiece odruchy i, szczerze mówiąc, ani trochę mi to nie przeszkadzało, a nawet uważałem to za bardzo urocze.
— Kiedy minie dzisiejszy dzień, znowu mogę stać się niezręczny, ale chcę ci dzisiaj powiedzieć, więc posłuchaj.* — Wstałem i wypowiedziałem ostatnie słowa piosenki, ścierając łzy z jego drobnej twarzy. W okolicach jego oczu ujrzałem lekko rozmazany eyeliner, którego lubił czasami użyć, ale nie przeszkadzało mi to. Dla mnie zawsze był piękny.
— Chan-Chanyeol — zaczął, ale przerwałem mu delikatnym muśnięciem jego pełnych warg. Od razu umilkł i uśmiechnął się delikatnie, co odwzajemniłem.
— Jesteśmy razem już dwa lata i wiedz, że chciałbym z tobą spędzić o wiele więcej. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało i w głębi duszy dziękuję na kolanach mojej siostrze, że wyciągnęła mnie tamtego dnia do sklepu. Kiedy cię nie widzę, zastanawiam się, co robisz, jak się czujesz i czy jesteś szczęśliwy. Zrobiłbym dla ciebie wszystko, zabiłbym, gdyby trzeba było. Kocham cię najbardziej na świecie i wiem, że ty czujesz do mnie to samo. — Przerwałem, otwierając pudełko, w którym znajdował się dość skromny pierścionek z małym kryształkiem. Brunet nie lubił zbyt przesadzonej biżuterii, a ten, po uprzednim skonsultowaniu tego z Luhanem, jego przyjacielem, wydał mi się idealny. — Byun Baekhyunie, czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
— Tak, tak, tak — załkał, rzucając mi się na szyję i całując każdy fragment mojej twarzy. — Tak bardzo cię kocham, Yeollie. Tak bardzo — szeptał wzruszony, a po chwili i z moim oczy zaczęły lecieć słone krople. Mój maluch zaczął je scałowywać, a ja przyciskałem go mocno do siebie. W tym momencie byłem chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
— To jest najlepsza rocznica w moim życiu — dodał, kiedy już się nieco uspokoił.
— W zeszłym roku mówiłeś to samo — odpowiedziałem rozbawiony i odsunąłem się, chcąc uniknąć pięści lecącej w stronę mojego ramienia. Diva miała humorki. Moja diva.
***
— I z tego robiliście taką wielką tajemnicę?! — krzyknął Jongin, przewracając oczami. — Liczyłem na jakąś super żenującą historię, jakiś seks po pijaku w klubowej łazience, a nie- — Nie dałem mu dokończyć, bo zobaczyłem, jak do pokoju wchodzi mój mąż (tak, wzięliśmy ślub kilka miesięcy temu) z chłopakiem mojego przyjaciela — Kyungsoo.
— O czym rozmawiacie? — zapytał, przytulając się do mnie.
— W końcu opowiedziałem mu naszą cudowną historię, kochanie — odpowiedziałem z wesołym uśmiechem, a on spojrzał na mnie zły.
— Zepsułeś niespodziankę! — warknął. — Chciałem dzisiaj im to opowiedzieć przy obiedzie, ale ty jak zwykle musiałeś pokrzyżować mi plany. — Odsunął się ode mnie, a ja szybko podszedłem do niego i pocałowałem w czoło.
— No nie gniewaj się już — wyszeptałem mu do ucha czule, a on opuścił ręce zrezygnowany i chwycił Soo za nadgarstek, ciągnąc go w stronę naszej sypialni.
— W takim razie ja idę wtajemniczyć Kyunga, a wy róbcie to, co wam najlepiej wychodzi. Czyli nic. — I zniknął za drzwiami, a ja wybuchnąłem głośnym śmiechem. Kochałem jego zmiany nastroju. Tak na prawdę kochałem w nim wszystko i cieszyłem się, że spotkałem go na swojej drodze.
— To co, przyjacielu, idziemy do Sehuna, żeby wyjeść mu wszystko z lodówki? — zapytał Kai, ubierając już buty. Pokręciłem tylko z politowaniem głową i ruszyłem za nim.
Cześć i czołem! Nikt tego nie czyta, ale ja lubię sobie popisać sama do siebie, więc no. Stworzyłam jakieś dziwne, przesłodzone coś i jestem z siebie dumna. Amen!
*fragmenty piosenki Exo — Sing for you